
Aktualności
Wyszukaj
Arina
Dział VCA / SCC / BHV
Europa od lat mierzy się z problemem, o którym mówi się coraz głośniej - brakuje ludzi do pracy: operatorów, monterów, techników, spawaczy, elektryków, ludzi od logistyki, przemysłu i infrastruktury.
Społeczeństwa się starzeją. Młodsze pokolenia coraz rzadziej wybierają zawody techniczne i fizyczne. Przez lata wpajano wszystkim, że sukces zaczyna się dopiero po studiach i za biurkiem. Efekt? Europa ma dziś tysiące wakatów, których zwyczajnie nie ma kim obsadzić.
Firmy walczą o specjalistów bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Niektóre branże już teraz funkcjonują wyłącznie dzięki pracownikom z zagranicy. Bez nich magazyny stanęłyby w miejscu, budowy opustoszały, a przemysł zacząłby łapać zadyszkę szybciej niż politycy znajdują nowe podatki.
I właśnie tutaj zaczyna się coś ciekawego. Bo z czasem okazało się, że konkretne narodowości zaczęły dominować w konkretnych branżach. Polacy przejęli sporą część sektora technicznego i budowlanego. Rumuni stali się filarem produkcji i logistyki. Holendrzy królują w organizacji, automatyzacji i zarządzaniu procesami. Niemcy od dekad są synonimem precyzji technicznej.
Europa stworzyła nieformalną mapę specjalizacji narodowościowych. I choć brzmi to trochę jak stereotyp, rynek pracy pokazuje, że w wielu przypadkach te schematy po prostu istnieją naprawdę.

Holandia lubi pokazywać się jako kraj nowoczesny, świetnie zorganizowany i technologicznie rozwinięty. I słusznie. Problem w tym, że pod tą perfekcyjnie ułożoną powierzchnią działa mechanizm, którego coraz bardziej nie da się ignorować - ogromna część gospodarki opiera się dziś na pracownikach z zagranicy.
Wystarczy na chwilę zatrzymać porty, centra logistyczne albo budowy, żeby zobaczyć skalę zjawiska. Rotterdam, największy port Europy. Setki magazynów rozsianych po całym kraju. Szklarnie pracujące praktycznie cały rok. Rafinerie, petrochemia, infrastruktura. Tam od dawna słychać więcej języków Europy Wschodniej niż klasycznego holenderskiego.
Polacy, Rumuni, Bułgarzy, Litwini czy Portugalczycy stali się częścią fundamentu rynku pracy, nie dodatkiem.
Według danych holenderskiego CBS i raportów rynku pracy, w niektórych sektorach udział pracowników zagranicznych liczony jest już nie w procentach, a wręcz w „być albo nie być” dla całej branży. Szczególnie w:
- logistyce,
- budownictwie,
- magazynach
- ogrodnictwie szklarniowym,
- przemyśle technicznym,
- petrochemii,
- sektorze transportowym.

Holenderskie firmy od lat próbują automatyzować procesy, ale rzeczywistość szybko sprowadza wszystkich na ziemię. Robot nie postawi rusztowania. Algorytm nie pojedzie na awarię instalacji o trzeciej nad ranem. A ChatGPT mimo, że o wózkach widłowych wie wiele, nie wsiądzie na reachtrucka.
Coraz częściej słychać też głosy samych pracodawców, że największym problemem nie są dziś zamówienia, podatki czy ceny energii. Największym problemem jest znalezienie ludzi, którzy naprawdę potrafią pracować technicznie i chcą wykonywać zawody wymagające odpowiedzialności, doświadczenia i odporności fizycznej.
Co ciekawe, Holendrzy sami coraz rzadziej wybierają ciężkie zawody praktyczne. Młodsze pokolenia znacznie częściej kierują się w stronę pracy biurowej, IT, marketingu czy finansów. Efekt? Powstała luka, którą bardzo szybko zaczęli wypełniać pracownicy z innych krajów Europy.
I tutaj pojawia się pytanie, którego wielu polityków woli nie zadawać głośno: co stałoby się z holenderską gospodarką, gdyby przez miesiąc zniknęli wszyscy zagraniczni specjaliści?

Jeszcze kilkanaście lat temu wielu Polaków przyjeżdżało do Holandii głównie do pracy sezonowej - szklarni, magazynów czy prostych prac fizycznych. Dziś ten obraz wygląda zupełnie inaczej.
Według danych holenderskiego CBS Polacy pozostają największą grupą obywateli UE mieszkających w Holandii. Na początku 2024 roku było ich około 194 tysięcy zameldowanych, ale realna liczba osób pracujących i przebywających czasowo jest wyraźnie większa. W praktyce mówi się nawet o 250–300 tysiącach Polaków związanych z holenderskim rynkiem pracy.
I nie chodzi już wyłącznie o prostą pracę fizyczną.
Polacy są dziś mocno widoczni przede wszystkim tam, gdzie liczą się konkretne umiejętności, doświadczenie i odporność na wymagające warunki pracy. Najczęściej można ich spotkać w:
W wielu firmach Polacy są po prostu mocno obecni w zawodach technicznych i fizycznych. Przez lata duża część pracowała tam, gdzie rynek miał największe braki kadrowe - na budowach, terminalach, rafineriach, magazynach czy halach produkcyjnych. Z czasem część osób zdobyła doświadczenie, uprawnienia i przeszła do bardziej wyspecjalizowanych stanowisk.
Co ciekawe, zmieniło się też podejście samych pracodawców. Coraz częściej nie szukają już po prostu „pracownika ze Wschodu”, ale konkretnych specjalistów z certyfikatami, doświadczeniem i znajomością branży.
Szczególnie w sektorach takich jak:
Holenderski rynek bardzo mocno premiuje dziś ludzi, którzy potrafią pracować samodzielnie i mają europejskie uprawnienia - VCA, SOG, IPAF czy certyfikaty operatorskie. Papier przestał być dodatkiem. W wielu branżach stał się przepustką do lepszych stawek i stabilnej pracy.

Europejska gospodarka coraz mocniej opiera się na technologii, automatyzacji i sztucznej inteligencji. Firmy wdrażają nowe systemy, ograniczają koszty i zmniejszają liczbę stanowisk typowo biurowych. W wielu branżach jedna osoba z odpowiednimi narzędziami potrafi dziś zrobić pracę, która jeszcze kilka lat temu wymagała całego zespołu. Widać to szczególnie w sektorach związanych z pracą przy komputerze. Rynek IT, marketingu czy administracji coraz częściej mówi o redukcjach, większej konkurencji i malejącej liczbie wakatów. Firmy nadal potrzebują specjalistów, ale już nie w takich ilościach jak wcześniej.
Tymczasem po drugiej stronie rynku dzieje się coś zupełnie odwrotnego.
Bo niezależnie od tego, jak bardzo świat pójdzie w stronę cyfryzacji, ktoś nadal musi:
- budować hale, montować instalacje, spawać konstrukcje, naprawiać maszyny, obsługiwać sprzęt, stawiać rusztowania, serwisować przemysł, wykonywać prace techniczne na wysokości. Właśnie dlatego zawody techniczne nie znikają.
Dobry spawacz, mechanik, operator czy elektryk nadal jest trudny do zastąpienia przez maszyny. Robot może wspomóc proces, ale nadal potrzebny jest człowiek, który: rozumie sytuację na miejscu, podejmuje decyzje, potrafi reagować na problem czy zna procedury bezpieczeństwa.
Szczególnie w sektorach przemysłowych i technicznych liczy się dziś nie tylko sama siła robocza, ale konkretne kompetencje. Firmy coraz częściej szukają ludzi z doświadczeniem oraz międzynarodowymi uprawnieniami czy tego chcemy czy też nie. W wielu przypadkach specjalista techniczny pracujący za granicą potrafi zarabiać więcej niż osoby po studiach pracujące w zawodach biurowych. Szczególnie jeśli:
- zna języki obce, ma doświadczenie przemysłowe, posiada ważne certyfikaty, potrafi pracować samodzielnie czy jest gotowy do pracy przy dużych projektach technicznych.

Europejski rynek pracy coraz mocniej opiera się na certyfikatach i uprawnieniach, które są rozpoznawalne niezależnie od kraju czy firmy. Szczególnie w branżach, gdzie pracuje się:
Dla pracodawcy to nie tylko formalność. To sygnał, że pracownik zna zasady bezpieczeństwa, rozumie procedury i potrafi odnaleźć się w środowisku, gdzie błędy mogą kosztować tysiące euro albo czyjeś zdrowie.
W praktyce właśnie dlatego tak duże znaczenie mają dziś uprawnienia takie jak:
W wielu firmach brak odpowiednich dokumentów oznacza po prostu brak wejścia na projekt. Nawet jeśli ktoś ma doświadczenie. Szczególnie w Holandii i Belgii coraz więcej branż działa według bardzo konkretnych standardów bezpieczeństwa i kwalifikacji.
To też jedna z największych zmian ostatnich lat. Kiedyś kurs był dodatkiem. Dziś często staje się początkiem wejścia do lepiej płatnej części rynku.
Dobry operator z ważnymi uprawnieniami może pracować praktycznie w całej Europie. Monter z certyfikatami ma większy wybór projektów. Elektryk z doświadczeniem i odpowiednimi papierami potrafi negocjować zupełnie inne stawki niż osoba bez kwalifikacji potwierdzonych międzynarodowo.
I właśnie dlatego coraz więcej osób zaczyna traktować szkolenia nie jako obowiązek, ale jako inwestycję. Szczególnie w branżach technicznych, gdzie doświadczenie plus certyfikat daje realną przewagę na rynku pracy.
Reasumując: fachowiec z doświadczeniem nadal jest potrzebny. Ale fachowiec z doświadczeniem i uznawanymi uprawnieniami ma po prostu znacznie więcej możliwości.
Jeżeli planujesz pracę w Holandii, Belgii lub innych krajach Europy Zachodniej, warto wcześniej sprawdzić, jakie uprawnienia są wymagane w Twojej branży. Często jeden kurs lub certyfikat może otworzyć drzwi do projektów, które wcześniej były poza zasięgiem.
W Bonapi Training Center od lat pomagamy operatorom, monterom rusztowań, pracownikom technicznym i specjalistom zdobywać kwalifikacje wymagane przez europejskich pracodawców.
Szkolenia takie jak VCA, SOG, IPAF, kursy na wózki widłowe, podnośniki czy rusztowania to dla wielu osób pierwszy krok do lepszej pracy, wyższych zarobków i większych możliwości zawodowych.
W naszym sklepie znajdziesz sprawdzoną odzież roboczą, sprzęt BHP i akcesoria potrzebne do bezpiecznej pracy. Oferujemy produkty wybierane przez profesjonalistów z branży budowlanej, logistycznej i przemysłowej.